Mój maj

Maj to była dla mnie praca, praca magisterska w dodatku. Można było wtedy zauważyć wzmożoną aktywność na wszystkich możliwych portalach społecznościowych, milion nowych zdjęć, on-line ciągle. Pół strony pisania, pół godziny zgubienia w czeluściach Internetu. Gdyby nie fakt, że zmusiłam się do odinstalowania LOLa na okres znacznej części bazgrolenia to różnie mogłoby być. Wtedy proporcje by się odwróciły bardzo. Pół strony pisania, pół dnia grania, co by tylko nie musieć pisać. No leń jestem, przecież nie ukrywam.

1

Ale tak całkiem na poważnie, to maj był aktywny, bardzo aktywny, aż tak wiele czasu do marnowania nie miałam.

Rozpoczęłam praktyki i trzy dni w tygodniu zajmuje się wszystkim, co właściwe dla kadr i płac. Momentami ciężko, ale ciekawie. Takie rzeczy znać od kuchni bardzo się opłaci. Urlopy, dokumenty, umowy i porozumienia za miesiąc nie będą miały przede mną tajemnic. 😉

2

Chodziłam na spacery z przyjaciółmi i aparatem, piłam z nimi kawę i nawet udzieliliśmy wywiadu jednemu z młodszych kolegów, który wyglądał na 16 i tyle miał. Proste pytania o to, co daje nam radość i proste odpowiedzi, w tamtej chwili to była piękna pogoda i ciepło.

Podróżowałam do Krakowa i czekam ze spuchniętymi kciukami na wieści, ale o tym pisałam już tutaj.

 

heart

Razem z Kasią najadłyśmy się pyszności na zlocie foodtrucków. Piłyśmy mega lemoniady i uśmiechałyśmy się ciągle. Jak mogłoby być inaczej, mając pod nosem takie smakołyki. (Oprawa wizualna dzięki uprzejmości K. :*)

11

Wideo_1

Na zdjęciach nie ma mojego faworyta, czyli smażonego batona od Pan baton. Tzn. jest, ale fotogeniczny wcale ( 😀 ), dlatego zarekomenduje to niebo w gębie bez wizualizacji, bo szkoda by było zmniejszyć zainteresowanie. Smażony MilkyWay z polewą o smaku owoców leśnych, o mamo.

heart

Kontynuując drażnienie żołądka, dostałam supersłodką przesyłkę od Rekomenduj.to. Poznałam siebie na nowo, bo nie przypuszczałam, że tak chętnie podzielę się słodyczami. A tu proszę, częstowałam i obdarowywałam. Póki co, brak negatywnego feedbacku, to chyba musicie skosztować.

3

4

5

Poza tym, przy okazji kampanii, organizowany jest konkurs, więcej informacji znajdziecie tutaj. W wielkim skrócie – tworzycie przepis z wykorzystaniem karmelków Werther’s Original, wstawiacie zdjęcie gotowej potrawy na instagram oraz odpowiednio oznaczacie #mojswiatkarmelu, a do wygrania robot kuchenny KitchenAid oraz 50 słodkich niespodzianek. Proste i smaczne, przecież ktoś musi potem zjeść, to co wyszło. Mój przepis całkiem odbiega od większości, bo postawiłam na nie-deser. Wyszedł mi słodko-ostry burger, a prezentował się tak:

6

 

heart

Częstotliwość zdjęć dzieciaków, które dodaję na swojego instagrama może spowodować pewien niepokój i wstrzemięźliwość w pozostawieniu mi ich pod opieką. Mogłoby się tak dziwnie zdarzyć, że bym z nimi zniknęła…

7

8

9

10

 

heart

A ogrom wrażeń dopełniło zlecenie fotografowania uroczystości rodzinnych Izy, Krystiana i małego Antosia. Zdjęcia nadal wymagają pracy i jestem zobowiązana je w najbliższym czasie dostarczyć, dlatego wracam do pracy, zaraz po ostatniej kropce.

DSC_1061

DSC_0250

DSC_0832

 

heart

Podobało mi się kwietniowe wyzwanie i podsumowanie miesiąca, dlatego zrobiłam je jeszcze raz i będę robić nadal. Taka mała reakcja łańcuchowa zapewniła mi drugi po kubkach cykl postów. Nie zapominam dzięki temu, o tym co było miłe i częściej chwytałam za aparat przy okazji zwykłych dni. Wiem też, kiedy brak pisania wynikał z niemocy, a kiedy blog musiał na chwilę usiąść na ławce. Świadomość, że to ostatnie miesiące multipracy nad dwoma kierunkami, przeplatanej rzeczywistą pracą, chociaż jeszcze w formie praktyk, daje mi dużo siły i nie czuję się winna. Kiedy jeden z obowiązków zostanie spełniony, blog wkroczy na jego miejsce i to daje mi motywację, bo lubię te moje małe cztery kąty.

heart

Jeśli czegoś się nauczyłam to, że najważniejsze dla nas sprawy wymagają najtrudniejszych decyzji.

Jeśli coś mnie cieszyło to, że jak wracałam z domu i wysiadłam na lubelskim dworcu to było jasno, a kiedy dreptałam spokojnie, już nie szybkim krokiem, bo nie zamarzałam, to na błękitnym niebie widać było rogala, ale nie croissanta, bo ten był chudziutki, no i jesteśmy w Polsce, więc tutaj się croissantów nie jada, tylko rogale (pozdrawiam Wikinga).

Jeśli coś mnie zasmuciło to, że gdzieś pomiędzy ciągłymi przeprowadzkami zapodziałam swoje ulubione buty. Najwygodniejsze jakie miałam, najładniejsze z adidasów i w dodatku najpierwsiejsze za swoje zarobione w 8-godzinnej 5 dni w tygodniu pracy. Jeśli się znajdą, to jakoś przełknę ich nieobecność przez te ciepłe miesiące, ale myśl, że mogłam je gdzieś zgubić pozostaje na etapie wyparcia.

Jeśli czegoś oczekuję od czerwca, to żeby nie zmieniał obecnej pogody i oddał mi to, co zabrał maj.

Reklamy

9 thoughts on “Mój maj

  1. Bardzo ładne zdjęcia 🙂 ale mi zrobiłaś smaka na lody! *-* Mój maj to jakaś katastrofa, stres stres stres, a wszystko przez szkołę i moje 6 zagrożeń na koniec roku. xD Ehh.. mam tylko nadzieję że zdążę je poprawić. Pozdrawiam. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s