Ale że ja nie mam ochoty na kawę?!

dsc_0872-edit

To przyszło nagle.

Spojrzałam na mój czerwony, jak najlepsze jabłko, ekspres i zmarszczyłam nos. Pomyślałam: „Nie chcę kawy”.

Nie zachciało mi się do końca tego dnia. Ba, nie zachciało mi się przez kilka podobnych dni. Przecież to jakiś koszmar. Jakby tego było mało, zrozumiałam ten ewenement, kiedy ciut doszłam do siebie. Dotarło do mnie, jak bardzo wirusy i bakterie odbierają mi moją osobowość.

Mogę pogodzić się ze spaniem cały dzień. Chociaż, chociaż, to całkiem zabawna kwestia jest. Zmagało cały dzień, a jak wiadomo na przeziębienia najlepszy jest sen, więc dla dobra swojego organizmu nie powstrzymywałam tej siły. Kiedy już nastawał wieczór i po wypiciu ogromnego kubła gorącej herbaty z miodem mogłam błogo oddać się rekonwalescencji niczym nie zakłóconej, bo w porze nocnej, to jak na złość. Budzenie się co godzina, wiercenie, kark nagle boli, chociaż w ciągu dnia nie było mu źle. Poduszki jakieś takie mało wygodne, a przecież jeszcze kilka godzin temu były niezastąpione. Za gorąco, za zimno. A niech Cię wirusie!

Mogę też przeżyć kosmiczne bóle głowy i helikopter, jak zapomnę, że wstawać należy powoli. Dam sobie radę z bolącym gardłem, w końcu na szafce obok łóżka w pogotowiu czeka szklanka wody, co jakiś czas zaserwuję mu herbatkę, ta koi jeszcze przyjemniej. Są też tabletki do ssania i jakoś żywot się toczy. Tym razem gorzej, niż lepiej, ale wirusy w końcu przegrają.

Ale to, czego darować im nie mogę i przy zdrowych już zmysłach nie zapomnę to, że nie miałam ochoty na kawę. Oby nie miały zamiaru wracać i mnie znów nękać. Bo za siebie nie ręczę. W złości mogłabym nawet kawą oblać, a marnotrawstwo gorsze niż nierobienie.

heart

P.S. Miałam napisać coś o moim pędzącym jak rakieta życiu i zadać sobie pytanie kiedy wyląduje, ale tego samego dnia poległam i okryłam się kołdrą hańby. Po kilku dniach kompletnej bezczynności już wiem, że nie chcę lądować i całkiem fajnie jedzie mi się znowu, kolejny raz w tygodniu. Przez okno zagląda mi słońce. Trochę razi, ale to nic i wychylam głowę jeszcze bardziej. Już tylko godzinka czy tam dwie i będę na miejscu, a pierwsze co zrobię to zamówię kawę dla dwojga.

P.S.2 Nie mogłam odpuścić urodzin Wikinga, to chyba najszybsze ozdrowienie jakiego dokonałam. 😉

Reklamy

4 thoughts on “Ale że ja nie mam ochoty na kawę?!

  1. Hm, to ciekawe w sumie. Jak mnie jakieś choróbsko dopadnie to się przyjrzę, czy moje gusta jedzeniowo-napojowe się nie zmieniły jakoś.
    A Tobie zdrowia życzę, co by apetyt na kawę się nie kończył 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s