Nie patrz na mnie z politowaniem

sw_blake-bronstad

heart

Rok temu, moja stancja była na tyle daleko, że podróż na uczelnię wiązała się z koniecznością dreptania na przystanek komunikacji miejskiej. Spotkałam tam kiedyś uśmiechniętego starszego Pana. Przechodząc przed stojącym autobusem, za wcześnie skręcił w prawą stronę i zderzył się z jego kantem. Wtedy dopiero zakodowałam, że nie mógł widzieć, że widziałam. Nie przestał się uśmiechać, na przekór całemu światu, nie zmył go ani na chwilę.

Pewnego dnia ze scrollowania wyrwało mnie zapytanie: „Który to numer?”. Kilka metrów dalej, stał Pan Uśmiech. Nikt obok nie miał zamiaru mu odpowiedzieć. Poruszył się do przodu, zapytał jeszcze raz, ja ruszyłam w jego stronę i odpowiedziałam. Zapytałam, na który numer czeka. Ten sam co ja. Nie minęło więcej niż minuta i podjechał autobus o numerze dla nas wspólnym, 26. Powiedziałam, że zatrzymał się dużo dalej, na zatoczce stały inne pojazdy. „Zaprowadzi mnie Pani?”. Oczywiście. Drobnej postury Pan Uśmiech złapał mnie pod ramię i przeszliśmy tak te kilka metrów, tym razem w lewą stronę.

Nie zrobiłam niczego nadzwyczajnego, a mimo to czułam się jak Wonder Woman. Uśmiechałam się jak wariatka. Zrobiło mi się ciepło, w środku. Ale to nie koniec. Numer 26 w komunikacji lubelskiej słynie z bycia puszką na sardynki w godzinach porannych. Tłok potworny, ja stoję, razem z innymi studenckimi zaspanymi buziami. Większe przepychanki niż zwykle sprawiły, ze stojący niemalże pokładali się na siedzących. Wtedy Pan Uśmiech stał się moim bohaterem. Wstał z siedzenia i chciał ustąpić miejsca, nie wiedział tylko, że proponuje to młodemu, wysokiemu mężczyźnie, który poczuł się niesamowicie skrępowany. Dla Pana nie miało to znaczenia. On miał w sobie więcej człowieka niż niejeden człowiek widział.

heart

Dlaczego o tym piszę? Czytając „Zanim się pojawiłeś”, niejednokrotnie zastanawiałam się, czy jestem tym człowiekiem, który obserwuje, udając przy tym, że nie. Dyskryminuje samym patrzeniem. Obawiam się, że mogę być tak odbierana.

Tak bardzo podziwiam siłę, którą mają, wolę życia i ten niezmywalny, transparentny uśmiech, że moja admiracja może być mylona z litością. Kiedy po raz pierwszy zauważyłam Pana Uśmiech, moje oczy zaszły mgłą. Dzieje się tak za każdym razem, kiedy ich widzę. Jakby moje oczy miały swoją własną duszę i na ten jeden moment przestają mnie słuchać. Może to też dlatego, że ze wszystkich zmysłów, najbardziej kocham widzieć. Patrzeć na te wszystkie rzeczy, które uznaję za piękne, zamykać się za wizjerem, oglądać skrawki z życia innych. Kocham otwierać oczy.

Oni nie mogą zobaczyć mojego zachowania, ale jest wielu, którzy widzą, chociaż nie słyszą, nie mogą postawić kroku, nie mogą podnieść ręki lub wypowiedzieć tego, co czują. Piszę ten tekst po to, żeby pstryknąć siebie w nos. Aby przy następnej okazji, nie wodzić wzrokiem i być tym jednym litującym się człowiekiem mniej.

W końcu nie mogą wiedzieć, że to co u większości jest litością, u mnie jest ukłonem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s