Małe, ciche, bukowińskie i tatrzańskie smaczki

Kolejny weekend, kolejne romanse z migawką i ukojenie dla duszy. W dniu wyjazdu, nawet wstanie o godzinie piątej nie zadało mi zbyt bolesnego ciosu. Rach ciach uporałyśmy się, ja i moje młodsze oblicze, z kanapkami, marudą co nie chciał wstać i drugim marudą co mój weekend relaksu wyobrażał sobie jak wyprawę na Himalaje.

dsc_1312

14959176_1119956704766518_733400818_o

Droga była miła. Tak po prostu. Poranek w aucie, z kawą i aparatem, w doborowym towarzystwie – czego chcieć więcej.

dsc_1331

heart

Po raz kolejny okazało się, że nie trzeba wiele, by z uśmiechem przywitać dzień – wystarczą małe rzeczy. Nikt nie jest w stanie oprzeć się obłędnie czekoladowym ciachom, a „Ojej, ale ładnie!” działa jak komenda w lewo/prawo zwrot. Głowy kręcą się na wszystkie strony, a mój Nikoś wesoło klaszcze.

dsc_1360

Nie okazaliśmy się jakoś wyjątkowo pomysłowi, nie staliśmy się odkrywcami nowych ścieżek, nie to było naszym (no na pewno nie moim) celem. Zdjęcie przy Wodogrzmotach, zdjęcie butów, kilka ładnych widoczków a’la pocztówka i mogłam wracać, żeby zanurzyć się w bajecznie gorącej wodzie bukowińskich term.

kolaz

heart

dsc_1442

dsc_1512

dsc_1515

kolaz2

dsc_1514

heart

Z term zdjęć nie mam, niestety. Musicie uwierzyć mi na słowo, że Bukovina rządzi. Nie próbuję nawet oceniać jej walorów technicznych, porównywać do innych term, bo po prostu nie wolno, jeśli się nie ma porównywać do czego. Wiem tylko, że tej zimy, gorące baseny odwiedzę jeszcze raz, może dwa, jeśli się uda. Wypróbuję inne, wtedy coś więcej powiem w tym temacie.

Wracając do samej Bukoviny. Żeby było jasne, to mój pierwszy raz w jakichkolwiek basenach termalnych, od zawsze chciałam takie miejsce odwiedzić i nareszcie pykło. Ani trochę nie zawiodłam swoich wyobrażeń i oczekiwań. Od momentu, kiedy moje stopy poczuły to milutkie ciepełko, do chwili, kiedy cała rozanielona i oczywiście po uszy zanurzona, wypłynęłam na zewnątrz minęło jakieś.. hm… zero sekund? Jestem stworzeniem wodnym, precyzyjniej basenowym. Wszędzie tam, gdzie widzę dno czuje się jak foczka. Mogłabym nie wychodzić, zamienić się z Arielką i zamieszkać w krainie wodą i falą płynącą. A kiedy na zewnątrz jest temperatura bliska 0 stopniom, bycie w stroju kąpielowym i przebieranie nogami tuż pod taflą parującej wody to +1000 do szczęścia. Polecam, Małgorzata, czyli ja. 😉

heart

dsc_1422

Widzieliście kiedyś dziewczynę robiącą zdjęcia kubkowi na szlaku turystycznym, na wysokości 1200 m n.p.m? Nie? No to widzicie efekty jej pracy, to prawie to samo.

dsc_1425

dsc_1463

kolaz3

Małgośka była w górach, nikt już Was nie oszuka. A piękny kubek z kolekcji Agnieszki Osieckiej, zakupiony w Empiku (link do strony, ale polecam przejść się do bliskiego Wam salonu, bo na tej stronie to jest wielkie G, w porównaniu do uginających się półek stoisk stacjonarnych).

heart

dsc_1547

Jeszcze kraina elfów, bo bardzo mi się spodobała.

dsc_1538

heart

dsc_1575

dsc_1581

Pogoda opuściła Tatry razem z nami. Przepraszamy.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Małe, ciche, bukowińskie i tatrzańskie smaczki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s