Life begins after coffee

Tak całkiem na poważnie, to mogę żyć bez kawy, ale nie chcę. Jest elementem mojego dnia, rytuałem południa, wyznacza chwilę dla siebie, kiedy mogę usiąść i obejrzeć zaległe odcinki z ciepłym kubkiem w rękach. Oczywiście zdarza się, że w ciągu dnia odcineczek zamienia się w dwa, pięć, cały sezon, ale kto by tam liczył. Sęk w tym, że ten z kawą jest najprzyjemniejszy, potem mi czegoś brakuje i robię sobie drugą, znów jest milusio. Potem kiedy wybija godzina późnonocna i mój rozsądek podpowiada, że trzecia nie jest dobrym pomysłem, jest smutno. No dobra, bez przesady, ale już na pewno nie jest tak miło. Ale! Najfajniej jest wtedy, gdy okazuje się, że zaraziłam swoją rutyną takiego jednego i ta chwila wytchnienia dzieli się na dwa. Najmilej.

Próbując wczoraj jak najpiękniej oddać urok mojego najnowszego nabytku, przypomniałam sobie jak  fajnie było fotografować. Ten dźwięk sprawiał mi kiedyś tyle radości i dawał tyle frajdy. Mruczenie przy łapaniu ostrości, obłędne trzaski opadającego lustra. Fotografką to już z pewnością nie będę, ale przecież zawsze mogę poudawać. Póki co mój antyczny Nikon daje mi nieźle popalić, nie umiem sobie ładnie naświetlić i zbalansować bieli, dobrze że są jeszcze komputery i aplikacje, które mi w tym ciut pomogły.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s