Jak się nie uczyć

Mimo, że jeszcze tylko ostatnia prosta i zostanę absolwentką, nie odkryłam złotego środka skutecznego w każdym przypadku. Wiem za to, na pewno, jak tego nie robić.

  1. Na głodnego. Prędzej czy później trzeba będzie wstać i zrobić sobie kanapkę albo drugą kawę. Niestety prędzej. Nie jestem jednak pewna, czy w tym przypadku głód nie jest stanem umysłu. Albo ukrytymi pragnieniami zostania master chefem, ewentualnie baristą w Costa Coffee. Wszystko wydaje się być niesamowicie dobrym pomysłem, kiedy bierzesz do rąk tysiąc stron druku maczkiem.
  2. Na leżąco. Nie mylić z „na śpiącego”, bo wtedy to niczego się nie powinno robić. Leżenie odkrywa w Tobie pierwotne instynkty. Początkowo przypominasz sobie o ominiętym treningu z Ewką, Anką czy tam Melką i gimnastykujesz swój zastany kręgosłup, sprawdzasz czy dosięgniesz stopami podłogi za głową, jak długo usiedzisz udając kwiat lotosu. Ta wzmożona aktywność zmęczy i zmusi do opuszczenia poduszki niżej, tak będzie znacznie wygodniej i przyjemniej. A skoro jest mi już tak miło, to pora zastanowić się co rujnuje ten błogi moment. W obrazka wykreślam książkę i teraz już tylko nie otwierać oczu przez dobre kilka kwadransów. Mmm.
  3. Na malarza. W tym przypadku cały pomysł nie jest zły, o ile potrafisz rozsądnie ocenić jego efektywność (ja nie potrafię). Jeśli należysz do tych osób, które widząc pokolorowane myślą: „to umiem”, cofnij się i pomyśl jeszcze raz. Czy odpowiem na pytania z tego materiału? Otóż nie.
  4. Na spinie. Trudna sprawa. Jeśli nie nauczyłeś się zanim spina przegoniła Twój zasób wiedzy w drodze do mety, to muszę Cię zmartwić, ale albo pozbądź się spiny albo licz na to, że nie będą pilnować, no i zasięg 3G w auli Cię nie opuści. Potwierdzone info. 😦
  5. Na geniusza. Eee, to łatwe. Czytałam to dokładnie na początku semestru, na pewno pamiętam. Jak wszystko już skończę, to wtedy wrócę do tego i powtórzę sobie. Otóż nie. Nie wrócisz, bo nie skończysz wszystkiego.
  6. Na niby. Siedzę sobie wygodnie, poprawię jeszcze koc, bo się źle zawinął. Nie jestem pewna, ale chyba powinnam następnym razem wolniej malować prawą rękę, bo okropne mi wyszły maziaje. Kurczę, zapomniałam kupić chusteczki i dawno nie wymieniałam żarówki, długo ją już mam, pewnie spali się niedługo, ale żeby tylko nie dzisiaj, bo jak ja się tego nauczę? Nie mam nawet świeczki. Nie no, mam, co prawda niskie takie, ale chyba dałabym radę. I jak będzie pachniało w pokoju, szkoda, ze takie drogie te woski, bo kupiłabym od razu kilka. Bardzo długo i mocno pachną, więc pewnie dlatego tyle kosztują. O to chyba było ważne, podkreślę sobie na różowo, albo nie, na żółto, bo tam było dużo różowego… i tak cały czas. Książka leży przede mną rozłogiem, chętna jak nigdy, a ja udaję, że się nią zajmuję.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s