Chcę przyjaźni z książką

Prawie każdy sformułował swoje noworoczne postanowienia, a ja wiedziałam, że i tak ich nie wypełnię, więc sobie podarowałam. Nowy rok, stara ja. Jednak kiedy z całego sesyjnego zamieszania został mi już tylko jeden egzamin i jakieś jedno kolokwium na dobitkę miałam trochę czasu, trochę więcej spędziłam go w autobusie. Nuda doskwierała mi niesamowicie, bateria w telefonie nie jest na tyle doskonała, żeby wytrzymać moje zabawy internetowe przez 5 godzin, dlatego postanowiłam coś poczytać. Dla zabicia czasu i dla ratowania mojej baterii. Decyzję podjęłam w ciągu minuty, dlatego .pdf na tablecie był moją ostatnią deską ratunku. Pamiętałam, że jedna z moich bliskich koleżanek zaczytywała się w swoich wolnych chwilach w kryminały Jo Nesbø, no to nie wiele myśląc pyk, klik i zaczynam. „Krew na śniegu”. Przemknęłam przez te słowa w tak zastraszającym tempie, że zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ja nic nie czytam…

Nie pamiętam, kiedy przed małym styczniowym epizodem przeczytałam coś dla siebie, coś co nie było podręcznikiem, ustawą, ewentualnie komentarzem do ustawy. Kiedy tylko okazywało się, że jestem wolna i nie muszę już sięgać na półkę po nic w formie papierowej, zasiadałam wielce uradowana przed komputerem, żeby nadrobić zaległości serialowe albo wyjść sobie do wyższej dywizji. Cieszyłam się, że mogę robić nic z A., z siostrą, zarobić trochę siana. Przez bite 3 miesiące nie tęskniłam za książkami. Zanim poszłam na studia czytałam dużo, co prawda w większości mój czas zabierały lektury, ale nie wydaje mi się, żeby było to czymś złym. „Mistrz i Małgorzata” zachęcała tytułem (ach ten narcyzm) i nie zawiodłam się, bardzo mi się podobała, a analiza na lekcjach języka polskiego tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to klasyka również w moich oczach. „Proces” nie tylko pochłonęłam, ale wręcz połknęłam na wdechu. Już wtedy miałam chyba jakieś pociągi, bo „Zbrodnia i kara” podobała mi się tak samo bardzo… „Lalka”, „Przedwiośnie”, „Ludzie bezdomni”, „Granica”, „Cudzoziemka”, wszystkie jednakowo wciągające. A twórczość Gombrowicza była dla mnie objawieniem. Właściwie jak tak teraz patrzę na te licealne lata to przeczytałam znakomitą większość lektur. Nie zawstydzę się przyznając, że pozytywizm w wydaniu „Nad Niemnem” albo tomiska trylogii, czy „Chłopi” to jedyne lektury, których jestem pewna, że nigdy nie dokończę. Nie boję się linczu za te pomniki polskiej literatury, bo próbowałam i nic z tego. Co się stało, że nagle przestałam…

No nie wiem. Nic nie będę stulać i wymyślać, nie chciało mi się, nie ciągnęło mnie do tego. Aż nagle chciałam napisać coś w stylu swoich dawnych wypocin (dużo czytałam, dużo pisałam, uwielbiałam to) i brakło mi słów, wszystko wydało mi się tak słabe i wątłe, że sama siebie zawstydziłam.

Stąd moje postanowienie na ten rok, bardzo lekkie, bo nie chcę żeby znowu dołączyło do zacnego grona zaplanowanych niedokonanych. Do 31 grudnia roku bieżącego przeczytam co najmniej 10 książek. Bardzo mało, zdaję sobie sprawę, ale podkreślam to jest MINIMUM. Bardzo wierzę w siebie i mam nadzieję, ze ta liczba okaże się większa, nie chcę stawiać sobie zbyt wysokiej poprzeczki. Z niczego 10 to całkiem pokaźna zmiana.

„Kot wśród gołębi” here i come.

Dzięki Ci komunikacjo publiczna za długie podróże!

Reklamy

One thought on “Chcę przyjaźni z książką

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s